20.11.2008 r.
Ludzie prezydenta nawet z Baracka Obamy potrafią zrobić wroga Polski - polemika Krzysztofa Liska z Aleksandrem Szczygłą w Polska The Times - 20.11.2008
Bez wątpienia uzgodnione warunki w sprawie rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej zwiększą bezpieczeństwo zarówno USA, jak i Polski. Trudno też nie zgodzić się z tezą postawioną we wczorajszym artykule przez Aleksandra Szczygłę, że dzięki tarczy możemy znaleźć się w amerykańskim systemie obrony, więc w interesie USA będzie leżało zagwarantowanie w całym naszym regionie wysokiego poziomu bezpieczeństwa.
Jednak najwyraźniej Aleksander Szczygło nie rozumie, na czym polegała istota naszych negocjacji. Jednocześnie, broniąc postawy Witolda Waszczykowskiego, udowadnia, że nie pojmuje także, na czym polega lojalność negocjatorów wobec interesu własnego państwa.
Zaskakiwać może, że w obronie byłego wiceministra spraw zagranicznych występuje były minister obrony narodowej, dla którego świętością powinno być zaufanie, lojalność i oddanie dla sprawy, które w wojsku są szczególnie ważne. Czy te właśnie zasady i wartości nie zostały złamane przez Witolda Waszczykowskiego?
Wystarczy przypomnieć sobie wywiad, którego obecny wiceszef BBN, a ówczesny wiceminister spraw zagranicznych, udzielił w sierpniu tego roku "Newsweekowi Polska". Wypowiedziane tam treści, które w czasie toczonych negocjacji podważały pozycję własnego rządu, były przecież skrajnie nieodpowiedzialne i niezgodne z etyką służby cywilnej i regułami dyplomacji.
Takie zachowanie skutkować powinno odmową dalszego zatrudnienia na jakimkolwiek wysokim stanowisku w administracji państwowej. Okazuje się jednak, że nie wszędzie ta zasada obowiązuje.
Dziś zresztą były wiceszef MSZ znowu zabiera głos i po raz kolejny udowadnia, jak bardzo się myli.
Pomoc, z którą przychodzi mu poseł Aleksander Szczygło, na niewiele się zdaje, gdyż trudno polemizować z siłą racji i argumentów stojących w tej sprawie po stronie rządu.
A zatem... Po pierwsze należy przypomnieć, że to premier Donald Tusk, a nie Jarosław Kaczyński, podpisał umowę ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie tarczy antyrakietowej. Po drugie, projekt ten wzmocniony został, dzięki negocjacjom rządu PO-PSL, zaangażowaniem USA w rozwój polskiego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
I jest on zgodny z interesami zarówno Ameryki, jak i Polski. Po trzecie, przyczynia się on do intensyfikacji przyjaznych i sojuszniczych stosunków polsko-amerykańskich i chyba nikt (tym bardziej polityk) co do tego nie może mieć najmniejszych wątpliwości.
Nie można zapominać, że od momentu podpisania umowy w sprawie instalacji w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej minęło zaledwie kilkanaście tygodni. I nie ma żadnych opóźnień związanych z realizacją polskich zobowiązań wynikających z podpisanego porozumienia.
Wręcz przeciwnie - do Stanów Zjednoczonych poleciał na ważne spotkania z amerykańskimi politykami minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Sugestia zawarta w tekście posła Aleksandra Szczygły, jakoby z polskiej winy Kongres Stanów Zjednoczonych o połowę obniżył przyszłoroczny budżet na tę inwestycję, jest absurdalna i niemająca żadnych podstaw merytorycznych.
Co więcej, można odnieść wrażenie, że poseł Aleksander Szczygło nie zauważył, co stało się w Stanach Zjednoczonych 4 listopada 2008 roku. Przypomnę Panu Ministrowi, że odbyły się wtedy wybory nowego prezydenta USA. I najwyższy czas uświadomić sobie, że nie wygrał ich George W. Bush.
Aleksander Szczygło w swoim tekście do dziennika "Polska" nawet na chwilę nie raczył odnieść się do kompromitujących i sprzecznych ze sobą przekazów ze strony ministrów kancelarii prezydenta w związku z rozmową telefoniczną prezydenta Lecha Kaczyńskiego z prezydentem elektem Barackiem Obamą.
Okazuje się, że kiedy nie bardzo udało się "wsadzić w usta" przyszłego prezydenta USA natychmiastowego i bezwarunkowego poparcia dla kontynuacji projektu tarczy antyrakietowej, przyszedł czas na zupełnie chybione uderzenie w rząd Donalda Tuska.
To wszystko w myśl starej zasady, że najlepszą obroną jest atak. Zastanawiające jest jednak to, że zarówno minister Witold Waszczykowski, jak i poseł Aleksander Szczygło, mimo amerykańskiego dementi w sprawie domniemanych zapewnień prezydenta elekta USA co do kontynuacji tego projektu, brną dalej i upierają się przy swoim.
Odnosząc się krótko do rzeczywiście niefortunnej wypowiedzi prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, którą wygłosił parę dni temu w Nicei w trakcie spotkania z prezydentem Rosji, można jedynie stwierdzić, że głowa Francji wyszła niewątpliwie poza mandat wynikający ze sprawowania bardzo odpowiedzialnej funkcji przewodniczącego prezydencji Unii Europejskiej.
Nie była to z pewnością wypowiedź w imieniu całej Unii. Na szczęście prezydent Sarkozy szybko się z niej wycofał (na marginesie, jest to dobry przykład do skopiowania dla polskich polityków). Przyznaję, że takich wypowiedzi nie należy lekceważyć. Nie można jednak z ich powodu straszyć Polaków porozumieniem "wielkich" Europy z Rosją ponad naszymi głowami. Nie miejsce i nie czas w Europie na takie powtórki z historii.
Wypada mi na koniec raz jeszcze dobitnie oświadczyć, że Polska jest nadal zainteresowana rozmieszczeniem elementów tarczy antyrakietowej na swym terytorium. A polski parlament z pewnością, w przeciwieństwie do niepewnego wyniku w przytoczonych przez posła Aleksandra Szczygłę Czechach, ratyfikuje zawarte porozumienia.
Wszystkie działania w tym obszarze wypływać będą z zapisów umowy, do których zobowiązały się zarówno nasz kraj, jak i Stany Zjednoczone. Ale zrozumcie wreszcie, panie i panowie z opozycji, że tarcza to projekt amerykański . I to prezydent Barack Obama, a nie prezydent Lech Kaczyński, podejmie w tej sprawie ostateczną decyzję.
Krzysztof Lisek, poseł PO
2008-11-19 20:44:55, aktualizacja: 2008-11-20 12:19:20
http://www.polskatimes.pl/opinie/61455,dla-pis-nieodpowiedzialnosc-w-dyplomacji-jest-cnota,id,t.html

