03.08.2009 r.
Moskwa traktuje Radę Europy bardzo prestiżowo i zdobyła w niej silną pozycję
Rusza dyplomatyczna ofensywa, która ma wynieść Włodzimierza Cimoszewicza na sekretarza generalnego Rady Europy. - Walczymy o niego z takim samym rozmachem jak o Jerzego Buzka w europarlamencie. Zresztą obie kampanie są do siebie bardzo podobne, więc wiemy, jak należy postępować w takich sytuacjach - zapewnia Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ.
Zarówno rząd, jak i sam Cimoszewicz szukają sojuszników dla tej kandydatury w całej Europie. Skala tych poszukiwań ma wytrzymywać porównania z działaniami z wyborów przewodniczącego PE - wtedy Donald Tusk rozmawiał z szefami rządów kilkunastu państw. Teraz ma być podobnie. Premier Tusk wykorzysta do poparcia Cimoszewicza m.in. spotkanie z premierem Rosji Władimirem Putinem, który ma przybyć do Polski na rocznicę wybuchu II wojny światowej 1 września. Gdyby udało się uzyskać poparcie Rosji, szanse Cimoszewicza, by to on, a nie Norweg Thorbjorn Jagland został szefem RE, mocno by wzrosły. Rosja to jedno z najbardziej wpływowych państw w radzie.
Działania rządu to tylko jedna noga polskiej ofensywy. Druga to praca u podstaw wewnątrz zgromadzenia parlamentarnego RE, które decyduje o wyborze szefa rady. Jak dowiedzieliśmy się, Dariusz Lipiński, przewodniczący polskiej delegacji w RE, rozpoczyna właśnie serię rozmów z wszystkimi członkami chadecji, którzy tworzą największą frakcją w RE. Chce ich przekonać, by poparli kandydaturę Cimoszewicza. - Bo chociaż Cimoszewicz jest kandydatem wysuniętym właśnie przez chadecję, to w Radzie Europy każdą kwestię trzeba oddzielnie negocjować z poszczególnymi osobami - tłumaczy Lipiński.
Ma mało czasu, gdyż na początku września odbędzie się nieformalne spotkanie chadeków w RE, na którym prawdopodobnie zapadnie decyzja o tym, kogo poprą członkowie najliczniejszej frakcji w radzie.
Cimoszewicz początkowo wzbudzał niechęć chadeków. Głównie dlatego, że nie spodobał im się sposób, w jaki zgłoszono go do udziału w wyborach na sekretarza generalnego. Polska wysunęła jego kandydaturę niemal w ostatniej chwili. Mimo to były premier przeszedł do decydującej tury, co nie udało się m.in. Lucowi van den Brande, popularnemu w RE szefowi chadeckiej frakcji. - Z tego powodu czerwcowe obrady zgromadzenia były niezwykle emocjonalne. Próbowano zdyskredytować Cimoszewicza, powtarzano. m.in., że jest komunistą - opowiada Tadeusz Iwiński, delegat do RE.
Gdyby w czerwcu doszło do wyboru przewodniczącego rady, to bezapelacyjnym zwycięzcą byłby kontrkandydat Cimoszewicza Norweg Thorbjorn Jagland. Ale Polakom udało się przełożyć wybory na wrzesień. - Udało nam się też odrzucić wniosek o rozszerzenie listy kandydatów, z której będzie wybierany szef RE - podkreśla Paszkowski. Dzięki temu szanse Włodzimierza Cimoszewicza na zwycięstwo są dużo większe niż półtora miesiąca temu.
Bój o fotel szefa Rady Europy wchodzi w decydującą fazę. Najbliższe tygodnie zadecydują, czy Cimoszewiczowi uda się zostawić w pobitym polu kontrkandydata Thorbjorna Jaglanda. - Ich szanse są porównywalne, z lekkim wskazaniem na Cimoszewicza - przekonuje Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ.
Co przemawia na korzyść Cimoszewicza? Przede wszystkim znajomość rosyjskiego. - Moskwa traktuje Radę Europy bardzo prestiżowo i zdobyła w niej silną pozycję - podkreśla Krzysztof Lisek, europoseł PO, były przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Według niego Cimoszewicz będzie łatwiejszy do zaakceptowania przez Kreml niż Norweg. Trzeba przy tym pamiętać, że Rosja to nie tylko 18 głosów w zgromadzeniu parlamentarnym RE (tylu Moskwa ma w nich członków, Polska ma ich 12), ale także głosy ich bliskich sojuszników, m.in. Serbii - 7 mandatów).
Źródło:
Cimoszewicz wraca do gry
03.08.2009
http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/1031826.html

