13.05.2011 r.
Trzeba być realistą
O krytyce względem szefowej unijnej dyplomacji, ambicjach przywódców i śródziemnomorskim wymiarze polskiej polityki zagranicznej rozmawiamy z eurodeputowanym PO Krzysztofem Liskiem.
Wczorajsza debata na temat polityki bezpieczeństwa i obrony w Strasburgu była zdaje się dość burzliwa . Catherine Ashton nasłuchała się niepochlebnych opinii na temat swojej pracy…
Krzysztof Lisek: Parlament Europejski konsekwentnie od wielu miesięcy popiera to, co jest zapisane w Traktacie Lizbońskim. W myśl nowych reguł Unii Europejskiej polityka zagraniczna oraz polityka bezpieczeństwa i obrony maja być domeną wspólnotową, a nie domeną państw członkowskich. Przecież Traktat Lizboński został zaakceptowany i ratyfikowany przez państwa członkowskie. Wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa pełni funkcje, z którą jako Parlament wiązaliśmy nadzieję na konsekwentną realizację tego projektu. Dziś przynajmniej cześć posłów uważa, że działania Catherine Ashton w tym zakresie są mało dynamiczne i mogłyby być bardziej zdecydowane. Ta krytyka dotyczy zwłaszcza pewnego rodzaju pasywności szefowej unijnej dyplomacji w obliczu konfliktów, które toczą się u sąsiadów UE znad Morza Śródziemnego. W tym przypadku Catherine Ashton zachowała bardzo pasywną postawę, a aktywną postawę prezentowali przywódcy państw.
Występując w debacie jako sprawozdawca od grupy EPP mówił Pan, cytuję: "Nie oczekujemy od Wysokiej Przedstawiciel rewolucji w kwestii obrony i bezpieczeństwa, ale oczekujemy działań na rzecz ewolucji". Tymczasem polityka obrony i bezpieczeństwa Unii jest w zasadzie niewidoczna. Może przydała by się jednak jakaś rewolucja?
Rewolucji mamy wokół nas aż za dużo. Wydaje się, że pewna niecierpliwość parlamentarzystów jest zrozumiała, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że państwa członkowskie, także Polska czy Niemcy, a już zwłaszcza Francja i Wielka Brytania, które posiadają bardziej rozwinięte zdolności militarne, nie chcą się wyzbyć swoich kompetencji. Dlatego trzeba być realistą. Żadna rewolucja nie jest obecnie możliwa. Nawet gdyby szefowej unijnej dyplomacji otrzymywała bardzo silne wsparcie PE, to żyjemy w świecie, w którym decydują trzy instytucje: Rada, Komisja i Parlament. Rada Europejska jest bezpośrednim przedstawicielem państw członkowskich, zasiadają w niej przywódcy czy ministrowie tych państw i oni reprezentują bezpośrednio poszczególne interesy. Trzeba o tym pamiętać. Takie niecierpliwe wymagania stawiane Catherine Ashton po prostu nie mogą być przez nią zrealizowane. Dlatego ani ja osobiście ani nasza grupa polityczna EPP nie obarczamy jej pełnią odpowiedzialności, bo rozumiemy że swego rodzaju ambicje niektórych przywódców grają dużą rolę i tak łatwo tego nie zmienimy. Uważamy jednak, że w pewnych kwestiach powinna być bardziej asertywna i to od niej powinna wychodzić inicjatywa i propozycje działań zarówno KE jak i państw członkowskich.
Wróćmy bliżej naszego podwórka. Radosław Sikorski na Twitterze napisał, że Catherine Ashton poparła polską inicjatywę Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji. Co to za Fundusz?
To jest fundusz za pomocą którego UE powinna wspierać przemiany demokratyczne w tych państwach, które cierpią na niedobór demokracji. Wychodząc z tą inicjatywą myśleliśmy w dużej mierze o takich krajach jak Białoruś, ale już dziś widać, że tego typu fundusz i inicjatywy mogą być kierowane również do sąsiadów Unii znad Morza Śródziemnego. Bo tam też nasze, polskie, węgierskie czy czeskie doświadczenia z przemian mogą być pomocne i być dobrym wzorem dla tych państw. Dlatego myślę, uda nam się dla idei Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji znaleźć sojuszników w takich krajach jak Francja, Malta czy Włochy.
Jeszcze proszę o komentarz w sprawie podróży Radosława Sikorskiego do Bengazi. To pierwszy szef dyplomacji zachodniego państwa, który przyjechał do walczących Libijczyków.
To jest bardzo dobra inicjatywa, bo pokazuje że Polska nie ogranicza się - jak niektórzy chcą nas zaszufladkować - do zajmowania się jedynie wymiarem wschodnim polityki UE. To ważne żeby - szczególnie teraz przed prezydencją i w jej trakcie- pokazać, że nasza polityka zagraniczna jest aktywna we wszystkich wymiarach i interesujemy się tym, co dzieje się na całym świecie. Trzeba pamiętać, że im bardziej będziemy aktywni w polityce dotyczącej baseny Morza Śródziemnego, tym bardziej możemy liczyć na wsparcie Hiszpanów czy Włochów w polityce wschodniej.
Dziękuję za rozmowę.
mz
Źródło: www.platforma.org

