28.10.2009 r.
Eurodeputowany Krzysztof Lisek dla portalu "Platforma na Wiejskiej"
O perspektywach teki komisarza dla Janusza Lewandowskiego i
rozpoczynającym się szczycie Unii Europejskiej rozmawiamy z
eurodeputowanym PO Krzysztofem Liskiem.
Panie pośle jutro rozpocznie się ważny szczyt UE, ale zanim o tym, to
chcielibyśmy zapytać o posadę komisarza dla Janusza Lewandowskiego.
Podobno to już jest pewne, że dostanie komisję budżetową?
Krzysztof Lisek: W polityce nic nie jest pewne, dopóki
nie stanie się faktem. Na razie nie wszystkie państwa zaproponowały
swoich komisarzy. Wiadomo, że to jakie państwo otrzyma tekę w Komisji
Europejskiej zależy od ambicji państwa i jego siły, ale również od
wiedzy, doświadczenia i umiejętności kandydata. Jeżeli nie znamy
kompletu kandydatów na komisarzy, więc jeszcze nic nie jest
przesądzone. Myślę, że Janusz Lewandowski ze swoją wiedzą i
doświadczeniem otrzyma jedną z najważniejszych tek komisarzy.
Przewodniczący Barroso zna i ceni doświadczenie i dorobek Janusza
Lewandowskiego. Myślę, że Lewandowski będzie jednym z najbliższych
współpracowników Barroso, co również dobrze rokuje dla Polski. Komisarz
budżetowy jest takim komisarzem, do którego wszyscy pukają i stukają.
To jest komisarz, który zatwierdza coroczne przesunięcia w budżetach
poszczególnych komisarzy i ma wpływ na wszystko co się dzieje w UE. To
byłby wielki sukces, gdyby Lewandowski został komisarzem ds. budżetu.
W czwartek rozpoczyna się szczyt UE. Czy to będzie szczyt, na którym będziemy decydować, jaka będzie rola przewodniczącego UE?
Wszystko wskazuje na to, że nie. Do tego najbliższego szczytu nie
będzie rozstrzygnięcia w sprawie traktatu lizbońskiego ze strony
czeskiej. W związku z tym debata na tematy instytucjonalne będzie
musiała być odsunięta.
Czyli nie będzie przymiarek, do tego, jak będzie wyglądać funkcjonowanie Unii?
Są dwa powody, dla których należy to jeszcze odłożyć. Po pierwsze nie
mamy ratyfikowanego traktatu lizbońskiego, a po drugie w wielu
państwach nadal trwa wewnętrzna debata, dotycząca relacji pomiędzy
przewodniczącym rady, a szefami państw. Do tej pory to premier danego
kraju, który sprawował prezydencję zwoływał posiedzenia Rady. Teraz nie
jest to dokładnie określone. Kolejnym pytanie jest, jak ułożyć relacje
pomiędzy wysokim przedstawicielem ds. unijnej polityki zagranicznej, a
ministrem spraw zagranicznych państwa, które będzie sprawować
prezydencję. To są pytania, na które nie ma jednolitej odpowiedzi.
Część polityków chce ujednolicenia polityki zagranicznej, a część się
tego obawia.
Czyli głównym tematem szczytu będą sprawy klimatyczne i bezpieczeństwa?
Wydaje się, że sprawy klimatyczne zdominują ten szczyt. Niestety w tej
kwestii nie ma dobrych wiadomości. Jest duża różnica poglądów, co do
obciążeń finansowych, jakie poszczególne państwa miałyby ponieść na
zwalczanie zmian klimatycznych. Polska uważa, że obciążenia dla nowych
państw członkowskich powinny być mniejsze. Założenia komisji
europejskiej mówią, że w przypadku Polski mogą sięgnąć docelowo 1,5 mld
euro rocznie, a to jest kwota, na którą nie możemy się zgodzić. Nie
jesteśmy w tym osamotnieni. Jest grupa nowych państw w UE, którym te
ustalenie kompletnie nie odpowiadają.
Prezydent zdecydował się pojechać na szczyt. Czy nie obawia się pan, że znowu będą kłopoty ze wspólnym stanowiskiem?
Myślę, że pan prezydent po poprzednich wypadkach rozumie, że jego
obecność nie tyle przeszkadza w formułowaniu polskiego stanowiska, co
niespecjalnie pomaga. Na szczytach zawsze są dwa krzesła dla Polski,
ale mam nadzieję, że podczas merytorycznej rozmowy pan prezydent
umożliwi zasiadanie na szczycie wraz z premierem ministrom branżowym.
To jest na szczytach UE niezwykle istotne aby premier był wzmacniany
wiedzą i obecnością konkretnych ministrów.
