20.07.2010 r.
Wywiad dla portalu MediaFm.net
Europa w mediach – a media w Polsce.
rozmowa z Krzysztofem
Liskiem – posłem do Parlamentu Europejskiego, wiceszefem podkomisji
Bezpieczeństwa i Obrony w Parlamencie Europejskim, rozmawia Maja
Kluczyńska
Maja Kluczyńska: Witam Pana , dziś między
Brukselą a Gruzją?
Krzysztof Lisek: I oczywiście Warszawą. Jestem
także tutaj – aktywnie w mediach.
MK: To dlaczego tak mało w
polskich mediach publicznych i komercyjnych tematyki europejskiej?
KL:
Dobre pytanie, bo gdybyśmy porównali ile czasu w mediach wszystkich –
publicznych i komercyjnych poświęca się np. Parlamentowi Europejskiemu, a
ile Sejmowi, to proporcja jest 25 : 1 na korzyść Sejmu i Senatu w
stosunku do Parlamentu Europejskiego, a mało kto zdaje sobie sprawę, że
60 proc. prawa, które obowiązuje w Polsce, uchwala Parlament Europejski,
a tylko 40 proc. Sejm i Senat i to w dodatku cały czas pilnując, czy to
co Sejm uchwala, nie jest sprzeczne z prawem europejskim. Szkoda, że
media tego nie zauważają. Natomiast dostrzegam zbyt małą liczbę
korespondentów polskich mediów w Brukseli czy Strasburgu. Okazuje się,
że dziennikarze mają coraz bardziej ograniczone środki i nie mogą
przyjechać z powodu obcinania kosztów redakcyjnych i to jest pewien
problem, choćby przepływu informacji.
MK: Czy w Europie lubią
polityków bardziej niż w Polsce?
KL: Generalnie chyba na świecie
politycy mają złą opinię i uważa się, że trochę marnują czas i publiczne
pieniądze. Ale z drugiej strony, jak przychodzi do wyborów to
zdecydowana większość społeczeństw europejskich uczestniczy w wyborach,
nawet w niektórych krajach dużo większy procent niż w Polsce. Finalnie
więc dochodzimy do takiego wniosku, że OK! wszyscy politycy nie są
idealni, ale ktoś musi się tym zajmować...
MK: Skoro już
ktoś musi, to my – społeczeństwo głosujemy, czy wybieramy jednego lub
drugiego polityka bez względu na wszystko?
KL: Myślę, że to taki
mechanizm: my psioczymy na tych polityków, chcemy żeby byli lepsi, żeby
się nie kłócili, a z drugiej strony, trzeba zrozumieć, że spór
polityczny – o ile jest on kulturalny - to część demokracji. Na tym to
polega, że w Parlamencie się kłócimy, a nie bijemy na ulicach.
MK:
To zatrzymajmy się przy tej demokracji. W Polsce w wyborach frekwencja
zwykle wynosi niewiele ponad 50%, z czego może wynikać ta niechęć do
uczestniczenia w wyborach? A może jako społeczeństwo mamy poczucie
bardzo ograniczonego wpływu ?
KL: To jest też pewien długi proces
uczenia się demokracji. Pamiętajmy, że np. Wielka Brytania, Francja, czy
inne kraje europejskie mają wieloletnie tradycje demokratyczne, co
oznacza że w Wielkiej Brytanii z pokolenia na pokolenie rodziny
głosują na jedną partię, bo takie mają poglądy i te poglądy polityczne
są też przekazywane z pokolenia na pokolenie. U nas demokracja ma
dwudziestoletnią historię, a jako naród nie nauczyliśmy się jeszcze
odróżniać opcji partii politycznych lewicowych, prawicowych,
liberalnych, konserwatywnych, itd. Mało zdajemy sobie sprawę jako
społeczeństwo z konsekwencji naszego głosu. Nie zauważamy prostego
przełożenia: jeśli oddamy nasz głos na „tę” partię to spowoduje
obniżenie podatków, a jak na inną, to ona tych podatków nie obniży.
Wybrałem najprostszy przykład, ale stąd chyba frekwencja w wyborach
prezydenckich, szczególnie w II turach jest zawsze wyższa. Prosty,
personalny wybór: tego człowieka lubimy i głosujemy. W przypadku wyborów
do Sejmu czy europejskich to dla wielu ludzi wybieranie kogoś, kto
gdzieś daleko będzie o czymś decydował. To jest błąd, bo decyzje
podejmowane w Brukseli nie pozostają bez wpływu na nasze życie.
Parlament Europejski poza wielką polityką zajmuje się np. tym, żeby
ograniczyć koszt smsów, a przecież to ważne dla każdego.
MK:
To swoista nauka demokracji z przykładami – a kto ma uczyć ? Jak to
robią w Europie?
KL: Mówiąc o demokracji nie mam na myśli tylko
tego co robi poseł, kiedy jedzie do szkoły na spotkanie z uczniami i
opowiada o Parlamencie Europejskim. Uczyć się demokracji musimy na
wszystkich możliwych poziomach. Na razie nieźle nam idzie na poziomie
lokalnym. Za parę miesięcy będziemy mieli wybory do samorządów – tutaj
ludzie rozumieją, że wybieramy burmistrza, który potrafi w czymś pomóc,
który jest dynamiczny, a nasze miasto będzie się rozwijać. Jak
wybierzemy kogoś, kto jest fujarą, to do niczego nie doprowadzi. Tak
samo z radnymi. To już rozumiemy. Gorzej z tymi wyższymi szczeblami
Parlamentu Krajowego i Europejskiego. Tutaj brakuje wiedzy i do jej
zwiększenia w przypadku Parlamentu Europejskiego i innych instytucji
europejskich powinni przyczynić się wszyscy: szkoły, media i księża...
Na każdym poziomie musimy tę wiedzę upowszechniać.
MK: Jak
więc w tej nauce demokracji – widzi Pan misję mediów publicznych i
zadania mediów komercyjnych?
KL: Media publiczne powinny uczyć, a
media komercyjne mogą uczyć. Najprostszy przykład: jeśli w TV
komercyjnej są lekcje języka angielskiego, to taki program byłby dla
mnie edukacyjnym, dofinansowanym z pieniędzy publicznych. Generalnie
jestem zwolennikiem finansowania budżetowego mediów publicznych,
natomiast media komercyjne mogłyby uczestniczyć w konkursach grantowych
na programy radiowe i TV. Media publiczne, które spełniają misję
edukacyjną, publicystyczną, informacyjną powinny mieć zagwarantowane
finansowanie i działać bez reklam. A poza tym mogą istnieć konkursy
grantowe, gdzie każda TV komercyjna i stacja radiowa może wystartować i
powiedzieć: my chcemy zrealizować np. program o Parlamencie Europejskim
albo o demokracji...
MK: Czy działalność misyjna mediów
powinna być stargetowana?
KL: Młodzież jest priorytetem, uważam że
to grupa docelowa (licealiści, studenci), ale też ważna jest edukacja
nauczycieli czy księży – grup, które są takimi multiplikatorami
informacji i oddziałują na innych. Jako europarlamentarzyści realizujemy
różne projekty, a każdy europoseł może zaprosić na tzw. wizyty studyjne
do Brukseli albo Strasburga. Np. moja koleżanka pani prof. Kolarska-
Bobińska zaprosiła młodych proboszczów. Byli także nauczyciele i
młodzież, która uczestniczy w różnych konkursach europejskich. Młodzi
ludzie czasami mają większą wiedzę od nas .To cieszy.
MK: A
cieszy uzupełnienie KRRiTV o panów: J.Dworaka i K.Lufta?
KL: Nie
można odmówić ani jednemu, ani drugiemu braku wiedzy nt. mediów. Jeden i
drugi pełnili bardzo istotne funkcje. Obydwie osoby spełniają kryteria
wiedzy merytorycznej na temat mediów.
MK: Jest szansa , żeby w
mediach publicznych było normalnie?
KL: Do tego jest potrzebna
wola polityczna i to wszystkich ugrupowań, nie tylko koalicji rządowej.
Wszyscy się zgadzają i również dziennikarze pracujący w mediach, że
trzeba wiele poprawić i wiele zmodernizować. Natomiast uważam, że
niepotrzebnie się straszy pomysłem PO na media: że chcemy zlikwidować
media publiczne. Nie ma takiego zamiaru, jest projekt uporządkowania
funkcjonowania mediów publicznych. Wiemy wszyscy – również podczas
ostatniej kampanii widzieliśmy – nie wszystko było OK. Dla mnie ideałem
jest BBC zarówno radio, jak i TV. Absolutnie misyjne programy radiowe i
TV bez reklam. Programy, które mają dobre, gwarantowane finansowanie z
budżetu państwa.
MK: Dziękuję i zapraszam za czas jakiś na
rozmowę na temat istnienia i działalności mediów internetowych.
KL:
Oczywiście, przyjmuję zaproszenie, dziękuję.

